Pole tekstowe:

Ciekawostki -> Zwyczaje i obrzędy na Kujawach

Pole tekstowe: ... bo wszyscy Rychwiccy, to jedna rodzina

 

Boże Narodzenie

 

Święta Bożego Narodzenia obchodzimy w końcu grudnia, w czasie astronomicznego przesilenia dnia i nocy. I mimo, że są ściśle związane z wydarzeniami ewangelicznymi, mówiącymi o Narodzeniu Pańskim, zawierają w sobie wiele elementów prasłowiańskich, związanych z magią dobrego początku, a nawet akcentami zaduszkowymi. Przyjrzyjmy się, jak je obchodzono na kujawskiej wsi.

Święta rozpoczyna Wigilia. Pierwsza gwiazdka, która pojawiła się na niebie (symbol Gwiazdy Betlejemskiej) to znak, by usiąść do uroczystej, postnej wieczerzy, nieporównywalnej z żadnym innym posiłkiem w ciągu roku. Rozpoczyna ją gest dzielenia się opłatkiem - symbolem chleba, połączony z wzajemnym składaniem sobie życzeń. Najpierw łamią się nim najstarsi wiekiem, często gospodarze domu, potem inni dorośli, a na końcu dzieci. Gest ten jednoczy nie tylko uczestników wieczerzy, lecz całe żywe stworzenie. Na znak tego wybranym zwierzętom (bydłu), świadkom  Narodzin Pańskich, rankiem pierwszego dnia świąt zanoszono kolorowy opłatek, podając go z resztkami wigilijnych potraw. Podczas wigilijnej wieczerzy pojawiają się też elementy metafizyczne, wskazujące na obecność przy stole istot z zaświatów. Dawniej przejawiało się to w gestach czynionych nad ławą, by usunąć siedzącą tam duszyczkę. Nie wolno też było zakłócać ich spokoju głośnymi pracami domowymi oraz używać ostrych narzędzi, a by ich nie urazić. Dziś pozostałością tamtych wierzeń jest pozostawiany na stole pusty talerz, jako miejsce dla nieoczekiwanego gościa. Sam zestaw potraw wigilijnych także potwierdza, że przygotowany był dla dusz. Ziarna zbóż, groch, mak, suszone owoce i grzyby, miód, jabłka i orzechy - to według dawnych wierzeń ulubione ich produkty, składniki potraw noszonych niegdyś na groby podczas styp. Na Kujawach z powyższych produktów przygotowywano tradycyjnie następujące potrawy: zupę z suszonych gruszek i śliwek, barszcz czerwony na kwasie buraczanym, jagły (kaszę jaglaną), kapustę z grochem, groch, fasolę, kluski z makiem oraz śledzie czy ryby słodkowodne. Z reguły podawano nieparzystą ilość potraw (5, 7, 9), ale też niektórzy podawali ich 12, bo tylu było Apostołów podczas Ostatniej Wieczerzy. Niezależnie od ilości potraw starano się zawsze spróbować choć trochę każdej z nich, bo: „kto ilu potraw wigilijnych nie zje, tyle go radości w roku następnym ominie”. Na Kujawach ważną zasadą było, by gospodyni pod żadnym pozorem nie odeszła od stołu podczas wieczerzy, bowiem „kury mogły przestać nieść jaja”.

Cały wieczór wigilijny był zapowiedzią roku następnego, a tym samym sprzyjał wróżbom. Wyciągano więc spod śnieżnobiałego obrusa źdźbła siana na wróżbę krótkiego lub długiego życia. Dzieci sięgały pod obrus po schowane tam drobne pieniążki. Gospodarze po wieczerzy wyciągali kłosy ze snopów ustawionych pod ścianą i rzucali je pod powałę, by odsłonić tajemnicę przyszłych plonów: dobre będą, czy złe. Bacznie też obserwowano pogodę: noc gwiaździsta przepowiadała dobre noszenie się kur, pochmurna, że krowy będą przez cały rok dojne. Boże Narodzenie przypadające w niedzielę to według kujawskiej przepowiedni rok słoneczny i pogodny, w środę - rok robaczywy, w czwartek - urodzajny w pszenicę, piątek - smutny i mglisty. Obserwowano też pogodę przez 12 kolejnych dni, poczynając od drugiego dnia świąt do Trzech Króli (26 XII - 6 I). Każdy dzień zapowiadał pogodę kolejnego miesiąca roku. Wszelka pomyślność w zagrodzie miały przynieść ustawione w kątach izby snopy niemłóconych zbóż, układane pod obrusem sianko, czy rzucana o glinianą polepę słoma, której przypisywano moc udaremniania szkodliwego działania czarownic, aktywnych zwłaszcza w tym czasie. Dlatego słomę tę zanoszono potem do obór, by przynosiła powodzenie w hodowli i zapewniała mleczność krów.

Ważnym elementem dekoracyjnym podczas tego wieczoru i świat była wieszana pod sufitem wierzchołkiem w dół mała choineczka sosnowa lub świerkowa, pełniąca rolę „podłaźnika”. W okresie międzywojennym zastąpiono ją większym drzewkiem, stawianym bezpośrednio na podłodze, które z czasem przybrało obecną formę. Niezależnie od wielkości i usytuowania, zawsze przyozdabiano je płodami lasów, sadów i pól. Wieszano więc na nim jabłka, orzechy, specjalnie pieczone ciasteczka, wyobrażające zwierzęta (kozy, krowy, owce, kury, koguty), czy słomiane lub bibułkowe ozdoby, takie jak: kolorowe łańcuchy, kuliste bombki z wielu barwnych blaszek, gwiazdki. Symboliczne znaczenie zielonego, wiecznie żywego drzewka było zawsze jednakowe - miało w magiczny sposób zapewnić ciągłość życia i zaprzeczać śmierci. Niezwykłość tego wieczoru i nocy przejawiała się ponadto w bogactwie wyobrażeń baśniowych. Wierzono, że w wigilijny wieczór rozkwitają w sadach drzewa, pszczoły na krótko budzą się z zimowego snu, zwierzęta mówią ludzkim głosem, a woda w strumykach zamienia się w wino. Cała natura wraz z ludźmi miała powracać do sytuacji „rajskiej”, w której nie ma przemocy, głodu, waśni i bólu, a jest tylko radość, potęgowana nadzieją Narodzin Pańskich.

W drugi dzień świąt gospodarze idąc do kościoła opasywali się powrósłami ze słomy. Po powrocie dzielili je na mniejsze kawałki i obwiązywali drzewa w sadzie, by obficie rodziły owoce. Tego dnia podczas mszy chóru kościelnego rzucano w wiernych grochem lub ziarnem zbóż, na pamiątkę ukamienowania św. Szczepana, pierwszego męczennika za wiarę chrześcijańską. Ten zwyczaj był jednocześnie śladem dawnych praktyk magicznych, mających przynieść zdrowie i siłę osobom posypanym. Ziarno, które zwyczajowo święcono tego dnia, dodawano do ziarna przeznaczonego pod wiosenny siew, co miało zagwarantować pomyślność w uprawach i obfity plon.

W okresie Bożego Narodzenia zwyczajowo odwiedzano się nawzajem. Rozpoczynano też tradycyjne kolędowanie z szopką, bądź gwiazdą. Wystawiano też powszechnie jasełka, w dniu Trzech Króli  prezentowano większe widowiska, zwane „herodami”. Bohaterem tych spektakli był król Herod i jego biblijna historia, ale także opowieść o Trzech Królach. Z szopką wędrowali zwykle chłopcy, którzy śpiewając kolędy, składali odwiedzanym gospodarzom i ich domownikom życzenia wszelkiej pomyślności. Opowieści i przedstawienia o narodzinach Dzieciątka Jezus w Betlejem, czy rzezi niewiniątek dokonanej na rozkaz króla Heroda popularne były na Kujawach jeszcze przez cały okres międzywojenny i wywoływały wśród widzów spore poruszenie. Okrutny król zawsze był sprawiedliwie osadzony i ponosił zasłużoną karę, wszak zło należało bezwarunkowo ukarać i potępić. Treść „herodów” zaspokajała potrzebę świata uporządkowanego, w którym dobro jest nagradzane i triumfuje, zaś zło ponosi klęskę.

W czasie bożonarodzeniowego kolędowania, które kończyło się wraz ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej (2 II), przypadał też na Kujawach noworoczny zwyczaj, polegający na odwiedzaniu gospodarskich zagród przez grupy parobków „pękających” z długich batów, zakończonych tzw. „pękawką” ze skóry węgorza. Podchodząc pod domostwa, na komendę trzaskali z batów, składając życzenia noworoczne na „obfity urodzaj”. Gospodarz czuł się zobowiązany do odwzajemnienia życzeń, z reguły był to poczęstunek gorzałką.

Kujawskie Boże Narodzenie ma swoją własną, piękną, niepowtarzalną, charakterystyczną tylko dla Kujaw, obrzędowość. Przypomnijmy ją sobie, zapamiętajmy lub odświeżmy i w miarę możności stosujmy w swoich domach, kontynuując piękne tradycje naszych pradziadów.

 

 

 

 

 

 

________________________________________________________________________

Na podstawie książki „ Zwyczaje i obrzędy doroczne na Kujawach” Krystyny Pawłowskiej

opracowała Liliana Molenda

 

 

Zapusty

 

Zwyczaje zapustne na Kujawach, związane z okresem karnawałowo-wielkopostnym, były kiedyś bardzo wyjątkowe i charakterystyczne.

Mają one miejsce u progu ożywczej wiosny, odganiają zimowe zło i wyrażają prośby o zapewnienie urodzaju w bieżącym roku. Zapusty kujawskie podzielić można na dwa poziomy: magiczny i społeczny.

Część magiczną obrzędów zapustnych stanowią widowiskowe i głośne obchody przebierańców, a szczególnie postaci maszkar zwierzęcych.

Dawniej na wsiach kujawskich kilku– lub kilkunastoosobowe grupy kapustników obchodziły gospodarstwa od „tłustego czwartku” po „wtorek zapustny”. Składały one wszystkim domownikom życzenia wszelkiej pomyślności oraz zapraszały do karczmy na zabawę podkoziołkową, która kończy na Kujawach czas hucznych zabaw. Obecnie zwyczaj ten sprowadza się jedynie do „chodzenia z kozą”.

Przebrania zapustników symbolizowały wegetację (wzrost roślin), a były to: koza, bocian, koń i niedźwiedź z chrakterystycznymi dla siebie zachowaniami (skoki, bodzenie, tańce, szczypanie itp.). Charakter postaci podkreślały ich kostiumy, cechujące się swoistą kosmatością, która w kulturze ludowej oznaczała bogactwo (słomiany, grochowinowy niedźwiedź, słomiane powrósła opasujące postacie, kożuchy wywrócone runem na wierzch). Widowiska dopełniały głośne dzwonki, mające odegnać wszelkie zło, szczególnie w postaci nieprzyjaznej zimy. Maszkarom zwierzęcym towarzyszyli też  dziadowie czy postaci z kręgu „obcych”: Żydzi i Cyganie.

Sceny, odgrywane przez kapustników,  w bardzo czytelny sposób oddają istotę zapustnego świętowania: życie zwycięży śmierć, wiosna pokona zimę, a dobro pokona zło. Ten symboliczny rys dawnego myślenia  widoczny był i jest jeszcze nadal szczególnie w zachowaniu zapustnej kozy, którą w obchodach prowadzi zawsze Żyd. Podczas widowiska jednym z najważniejszych momentów jest zawsze śmierć kozy, którą po upadku i dłuższych lamentach przywraca do życia Żyd. W jej symbolicznej śmierci dopatrzeć się można śladu dawnych, pogańskich rytuałów ofiarnych, gdy siłom natury poświęcano, w celu ich przebłagania, żywe zwierzęta. Podobny, symboliczny akt dotyczył postaci niedźwiedzia, którego kostium, po zakończeniu obchodów zapustnych, palono i topiono w pobliskim stawie lub rzece. Zwyczaj ten należy do aktów oczyszczania przestrzeni dla odnawiającego się życia, nadchodzącego wraz z wiosną.

Postaciom przebierańców towarzyszyli z reguły muzykanci: niegdyś harmonista czy skrzypek, obecnie - najczęściej akordeonista, a okazjonalnie cała kapela (np. podczas pokazów folklorystycznych).

Tyle o magicznym aspekcie zapustów. Przejdźmy teraz do drugiej części obrzędów, wspomnianej na początku zabawy podkoziołkowej, która zawierała bardzo ważne elementy społeczne.

Była ona bowiem publiczną okazją, wręcz zwyczajowym przymusem, „wystąpienia” wszystkich kawalerów i panien na wydaniu, szczególnie tych ociągających się z ożenkiem lub zamążpójściem. Panny przez cały rok zbierały drobne monety, by za każdym razem, na znak zapraszającego ich do tańca partnera, rzucić coś na talerz, stojący w eksponowanym miejscu przed kapelą. Tym drobnym datkiem dziewczęta „kupowały” prawo zatańczenia z chłopcem. Co ważne, na talerzu tym stała mała figurka nazywana naguskiem lub golokiem - była to zazwyczaj wystrugana z brukwi, ziemniaka, buraka pastewnego lub drewna postać chłopca, rzadziej koziełka. Symbolizowała ona męską płodność, a w znaczeniu ogólniejszym - witalność sił natury. Podkoziołkiem nazywano nie tylko związaną z tym zwyczajem zabawę, lecz także tę figurkę, a nawet datki na nią rzucane. Zabawa trwała do północy - zwykle do tej pory całą figurkę podkoziołka przykrywały drobne monety, co było pomyślną wróżbą szybkiego małżeństwa dla dających datek. Wraz z północą kończono zabawę, zaczynał się bowiem post. Zawieszano wtedy u sufitu śledzia, a przy drzwiach umieszczano przetak z popiołem, by wchodzący został nim posypany na znak postu. Było to widomym znakiem nastania środy popielcowej, która rozpoczyna w świecie chrześcijańskim Wielki Post.

 

 

________________________________________________________________________

Na podstawie książki „ Zwyczaje i obrzędy doroczne na Kujawach” Krystyny Pawłowskiej

opracowała Liliana Molenda

 

 

Wielkanoc

 

Usytuowane na początku wiosny Święta Wielkanocne, przypadające na pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej równonocy i pełni księżyca, pokrywają się bardzo ściśle z terminem i treścią dawnych ludowych wierzeń, związanych z odnawianiem życia w naturze i cyklicznością przyrody. Tak jak Chrystus umarł i zmartwychwstał, tak natura wiosna budzi się do życia. Dlatego wiosenne praktyki i zwyczaje upływały pod znakiem radości i triumfu życia.

NIEDZIELA PALMOWA. Niedziela ta, nazywana również „kwietną” lub „wierzbną” otwiera Wielki Tydzień przed Wielkanocą. Tak jak w całej Polsce, także na Kujawach, święci się tego dnia w kościele palmy na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Tradycyjne palmy kujawskie były bardzo skromne w porównaniu z palmami w innych regionach. Wykonywano je z kliku gałązek wierzby z baziami, dodając do nich „wiecznie żywe” borówki, barwinek, bukszpan, a także gałązki trzciny, całość obwiązując barwną wstążeczką. Taki skromny typ palmy obowiązywał tutaj przez wiele lat. Dopiero po ostatniej wojnie na Kujawach pojawiły się palmy strojniejsze, w typie tzw. „wileńskim”. Poświęcona palma wielkanocna stawała się niezwykle skuteczna w różnych zabiegach, mających zapewnić zdrowie domowników, inwentarzowi oraz przynieść powodzenie w gospodarstwie i na polu, odstraszając wszelkie zło. Po wyjściu z kościoła uderzano się nawzajem wierzbowymi palmami dla zdrowia i wygłaszano formułkę:

 

„ Nie ja biję, rózga bije

Bo za tydzień Wielki Dzień

Za sześć noc - Wielkanoc.”

 

Rytuał ten powtarzano następnie w domu, ze szczególną gorliwością wobec dzieci. Powszechnie też podczas porannego posiłku wielkanocnego łykano „bagniątka”, zwane też „kotkami”, dla zdrowia, a zwłaszcza ochrony gardła przed chorobami. Ponadto obchodzono z palmą wielkanocną trzykrotnie gospodarstwo, odganiając nią złe duchy. Zatykano je też w dachy budynków gospodarczych dla ochrony przed piorunami, najpiękniejszą zaś umieszczano w izbie za świętym obrazem i przechowywano ją do następnej Wielkanocy. Palmę tę wystawiano w oknie podczas burzy dla odwracania piorunów. Gładzono nimi boki zwierząt, głównie krów, dla ochrony przed chorobami i urokami czarownic, w które szczególnie wierzono na Kujawach. Robiono tez z nich małe krzyżyki i zatykano na granicach pól, by zapewnić dobry urodzaj i ochronić zasiewy przed gradobiciem. Gdy po upływie roku miejsce starej palmy zajęła nowa, stara po sproszkowaniu używano nadal do różnych zabiegów magicznych. Dymem z palonych palm kadzono bydło przed pierwszym wiosennym wypędem na pastwiska. Sproszkowaną dodawano do ziarna na wiosenny siew. Palma wielkanocna, która w symbolice kościelnej, między innymi urzeczywistnia prawdę o cyklicznym wyczerpywaniu się czasu, wędrował tez na groby w Dzień Zaduszny. Spopielona była składnikiem popiołu, którym posypywano głowy wiernych w Popielec. Jeżeli zdarzyło się, że palma nie została do niczego wykorzystana, to zgodnie z katolickim zwyczajem palono ją, tak jak wszystkie inne poświęcone, a zużyte już przedmioty.

WIELKI TYDZIEŃ. Poprzedzający święta wielkanocne Wielki Tydzień przybierał na Kujawach bogate formy obyczajowości, niektóre odmienne, niż w pozostałych regionach kraju.

W Wielki Czwartek praktykowano obyczaj „wybijania żuru” dla zaakcentowania kończącego się postu. Zwyczaj ten wyznacza zarazem kres spożywania żuru, który stanowił obowiązującą potrawę w kujawskim jadłospisie przez cały post. „Wybijanie żuru” stawało się okazja do zalotów, bowiem garnki z żurem wymieszanym z błotem, wapnem i brudną wodą, rozbijano o drzwi i progi domów, w których były panny na wydaniu. Zwyczaj ten praktykowano szczególnie przed domami tych gospodarzy, którzy odmówili przyjęcia zapustnej „kozy” - teraz im się odpłacano, oblewając okna i drzwi żurem. Zdarzało się także, że pannom nieporządnym, oprócz żuru i pomyków, wylewano gnojówkę lub obrzucano dom błotem, by „w przyszłości sporządniały”. Chociaż psoty nie omijały także najporządniejszych domów, gdzie była atrakcyjna panna, to „wybijano” jej żur już po przedświątecznych porządkach, by zmusić ją do ponownego sprzątania i wyciągnięcia z domu. Traktowano to jednak jako komplement i formę zalotów. Tego dnia chłopcy kręcili także baty ze słomy, z którym podchodzili pod domy wdów i trzaskaniem z nich zapewniali jakoby szybkie ich ponowne zamążpójście.

W Wielki Piątek, gdy dla upamiętnienia śmierci Chrystusa na krzyżu milkły kościelne dzwony, po wsiach i małych miasteczkach odzywały się różne drewniane kołatki i terkotki. Biegano z nimi, robiąc wszędzie dużo hałasu. A gdy i tego było mało, konstruowani terkotki taczkowe, zwane „taradajką” lub „świnią”, i objeżdżano nią całą wieś. Powszechnym zwyczajem tego dnia było trzykrotne obmywanie się o wschodzie słońca w bieżącej wodzie. Miało to zabezpieczyć przed krostami i gwarantować zachowanie urody. Tego dnia przede wszystkim jednak ubierano w kościołach groby, przy których sprawowano straż. Czuwali przy grobie Pańskim na warcie głównie strażacy, ale także (jeżeli byli) strzelcy, żołnierze i sokolnicy. W domach tego dnia na znak powszechnej żałoby zasłaniano lustra (później nawet telewizory) ciemnymi zasłonami, by nikt z domowników - nawet przez przypadek, w nich się nie przeglądał.

W Wielką Sobotę, gdy w kościele święci się ogień i wodę, na przykościelnych cmentarzach palono ciernie, z których dawniej dość powszechnie robiono małe koronki cierniowe, do zawieszania na domowych krzyżach. Wielka Sobota to jednak głównie czas poświęcania pokarmów, czyli tradycyjne „święcone”. Z reguły „święconkę” układano w koszyczkach lub na drewnianych kopankach i zanoszono do domów bogatych gospodarzy, gdzie przybywał ksiądz, święcąc je razem. Podstawowym składnikiem „święconki” były: chleb, jaja, sól, chrzan. Nie mogło też zabraknąć białej kiełbasy (obłożonej jajami), szynki, baby drożdżowej i baranka uformowanego z masła z oczkami z pieprzu.  W późniejszych czasach pojawił się baranek cukrowy lub kupiony w sklepie gipsowy, bądź plastikowy, te z reguły posiadały jeszcze czerwone chorągiewki. Niosąc „święconkę” przez wieś nakrywano ją białą haftowaną serwetką, zdobioną zielonym barwinkiem. Także stół, na którym ustawiano ją później w domu, nakrywano śnieżnobiałym obrusem i przystrajano zielonymi „wiecznie żywymi” gałązkami.

Malowane jaja, symbol narodzin i ukrytych sił witalnych, na Kujawach były zdobione bardzo skromnie i nosiły nazwę kraszanek. Barwiono je zazwyczaj na jeden kolor gotując w łupinach cebuli lub korze dębu dla osiągnięcia kolorystyki od złocistej do ciemnobrązowej. Natomiast gotując jaja w oziminie uzyskiwano kolor zielony, Niekiedy na tak przygotowanych kraszankach wyskrobywano wzory ostrym narzędziem, albo „pisano” woskiem, zdobiąc je w motywy geometryczne lub roślinne. Tradycyjnie obdarowywano nimi siebie nawzajem, a podczas świątecznego śniadania dzielono się jajkiem jak wigilijnym opłatkiem, składając sobie życzenia pomyślności i zdrowia.

W noc rezurekcyjną był zwyczaj, że chłopcy bębniąc na bębenkach podchodzili pod domy gospodarzy, informując o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

Rankiem w Niedzielę Wielkanocną ponownie obmywano się w bieżącej wodzie, która w tym czasie nabywała specyficznych właściwości oczyszczających, uzdrawiających i użyźniających. Natomiast wielkanocny zwyczaj polewania się wodą, czyli dyngus, przybrał na Kujawach formę społecznej zabawy, stając się tym samym doskonałą okazją do całorocznych rozrachunków między chłopcami a dziewczynami. Zwyczaj ten był na Kujawach bardzo rozbudowany i znany pod nazwą „przywoływek” dyngusowych albo „wywoływek”, „wołanek”, „wywołanek” lub „krzyków” (ta ostatnia na Kujawach wschodnich). „Przywoływki” dyngusowe kultywowane na Kujawach to bogaty w swej formie obrzęd. Polegał on na tym, że w Niedzielę Wielkanocną młodzi chłopcy z dachu karczmy, stodoły lub wysokiego drzewa wywoływali - wobec zgromadzonych widzów - imiona dziewcząt ze wsi, stosując przy tym odpowiednią formułę słowną. Uderzając w patelnię informowano publicznie o wadach, zaletach i ułomnościach panien. Na koniec ogłaszano, ile wody dla każdej z nich przeznaczono na dyngus. Treści tych rymowanek bywały bardzo różne, ale ich formuła zazwyczaj nie odbiegała od ogólnie przyjętej:

 

„Pierwszy numer ode dwora

Jest tam dziewczyna ładno, urodno

Do ludzi podobno.

Niech się nie boji!

Bo Józek Kornecki za niom stoji!

Studnia wody do lania

Grzebiuszek perłowy do wyczesania,

Chusteczka niedwabna do wycierania.”

 

Czasem, jak świadczy cytowana zwrotka, chłopak chodzący z dziewczyną opłacał wcześniej wywołujących, by podczas wywoływania ją oszczędzili. Gdy dziewczyna nie miała swojego kawalera, słowa rymowanek miały niekiedy dość przykry wydźwięk:

 

A ta co oprząta świnie,

To też ja nie ominie

Pełen staw tej wody

Dla jej brzydkiej urody!”

 

Zwykle wywołany przy imieniu dziewczyny chłopak miał obowiązek w Poniedziałek Wielkanocny polać ją wodą. Wtedy to bowiem chłopcy obchodzili wieś „po dyngusie”, śpiewając znaną pieśń:

 

Chodzima tu po dyngusie

I śpiwóma o Jezusie

Chrystus Zmartwychwstoł,

Nóm dyngus doł.”

 

Przyjmowani przez dorosłych gospodarzy, życzyli wesołych świąt, w zamian częstowano ich jajkiem, kiełbasą i „kujawiokiem” czyli ciastem drożdżowym. Dopiero po tej oficjalnej części dostawali jakby zgodę na wyciąganie z kątów schowanych dziewcząt i polewanie ich wodą.

„Wywołanki” dyngusowe, które w tak rozbudowanej obyczajowo formie występowały najdłużej na Kujawach, były znakomitą okazją do kojarzenia małżeńskich par. Pełniły ponadto funkcje wychowawcze, towarzyskie, zabawowe, a nawet patriotyczne. W Szymborzu na Kujawach zachodnich, gdzie tradycja ta jest żywa do dziś i kultywowana w niezmienionej niemal formule przez tamtejszy Klub Kawalerów, w czasie zaborów chłopcy szli na „przywoływki” w rogatywkach na głowach, z biało-czerwonym sztandarami w rękach - manifestując swoją polskość. Oskar Kolberg pisząc o Kujawach, podaje ciekawą wiadomość, dotyczącą dziewcząt pominiętych w zwyczaju: „Ta jednak, której imię wcale przy dyngusie nie jest wymienionem, choćby nawet z najgorszej przedstawioną była strony, ma to sobie za wielkie ubliżenie; w nagannem tem zapomnieniu, widzi wyraźną dla i mienia i osoby swojej pogardę.”

W Poniedziałek Wielkanocny, jak podają niektóre przekazy źródłowe, chodziły po wsi biedne kobiety lub dziewczęta z „gaikiem”, tj. gałązką świerku lub sosenką umieszczoną na wysokim kijku, ozdobioną kolorowymi papierkami i błyskotkami i uwiązanymi od dołu długimi wstążkami.

 

 

 

________________________________________________________________________

Na podstawie książki „ Zwyczaje i obrzędy doroczne na Kujawach” Krystyny Pawłowskiej

opracowała Liliana Molenda

 

Zielone Świątki

 

Przypadając na siódmą niedzielę po Wielkanocy, Zielone Świątki kontynuowały w zwyczajach ludowych magię dobrego początku z symbolami oczyszczenia. Jeszcze do połowy ubiegłego stulecia świętowane były uroczyście dwa dni Zielonych Świątek - niedziela i poniedziałek. Na Kujawach hołdowano powszechnej także w innych częściach kraju zasadzie, że należy polewać wodą pola i zagrody jeszcze po Wielkanocy: "co piątek, aż do Zielonych Świątek".

 

 

 

Najbardziej jednak spektakularnym znakiem Zielonych Świątek było strojenie domów młodymi brzózkami, gałązkami wierzby czy olszyny. W izbach za obrazy i łóżka zatykano zielony tatarak. W wieńce z kwiatów i liści ubierano także przydrożne krzyże i kapliczki. Były to zabiegi magiczne, wspomagające proces rozwijającej się wegetacji. Tak powszechne majenie zielenią domów jest prawdopodobnie reliktem wierzeń związanych z kultem zielonej gałęzi, która przynosi domowi i zagrodzie swoją żywotną siłę i moc. Zwyczaj ten tkwi mocno w świadomości ludzi. Świadczy o tym także fakt, że do dziś, nawet w miastach, mai się wiele mieszkań w tym okresie. Kujawską tradycją było porządkowanie gospodarstwa i całego obejścia właśnie na te święta. Wysypywano bielusieńkim piaskiem dróżki prowadzące do domostwa oraz "rysowano" tymże piaskiem wzory na glinianych polepach izb. Zwyczaj ten utrzymywał się na Kujawach jeszcze długo po ostatniej wojnie

 

Czas wiosenny, to również odpowiednia pora na zwyczaje związane z zapewnieniem zdrowia bydłu domowemu. Pierwszemu wiosennemu wypasowi towarzyszyły, jak wspomniano już wcześniej, czynności okadzania bydła dymem z palonych sproszkowanych palm wielkanocnych i wianków z oktawy Bożego Ciała. W dniu Zielonych Świątek starano się wyprowadzić bydło na pastwisko jak najwcześniej rano. Rogi zwierząt strojono zielonymi gałązkami brzóz. Na Kujawach w związku z tym wypędem bydła istniał stary, ciekawy zwyczaj wybierania "króla pasterzy". Był on bardzo żywy na przełomie XVIII i XIX wieku, by pod koniec XIX wieku stać się zapomnianym prawie reliktem, co podkreślał sam Oskar Kolberg. Zwyczaj ten był rodzajem konkursu, polegającego na wybieraniu z grona pasterzy najlepszej pary - króla i królowej. Zostawali nimi ci, którzy jako pierwsi przypędzili swoje trzody na pastwisko. Jeśli werdykt nie był jasny, o ostatecznych wynikach decydowała dodatkowa gonitwa pretendentów do królewskiej godności. Z królowaniem wiązały się liczne przywileje, nie tylko w czasie zielonoświątkowym (wstążki i pierścionki dla królowej, kwiaty, guziki, pióra do czapki dla króla), ale też prawo do całorocznego uczestnictwa w różnych zgromadzeniach z głosem rozstrzygającym drażliwe spory, czy przewodzenia uroczystościom rodzinnym i innym ważnym obrzędom. Podczas zabawy na pastwisku, będącej uwieńczeniem obrzędu, królewska para wybierała swój dwór, którego przedstawiciele przygotowywali ucztę na łące. Para królewska była przystrojona koronami uwitymi z polnych kwiatów, jej świta zaś dzierżyła kwiatowe bukiety. Poczęstunek na łące trwał przez cały dzień, a pod wieczór strojono nowe wieńce i przystrajano bydło. Całe towarzystwo formowało odpowiedni szyk i udawało się do wsi. Na czele pochodu szedł "marszałek" z ręcznikiem przerzuconym przez ramię, pistoletem za pasem i biczem w ręku. Za nim podążali pasterze, śpiewaczki, muzykanci oraz dorodny wół, nakryty białą płachtą i rogami przystrojonymi w kwiaty. Za nimi szła reszta towarzystwa z królem i królową w otoczeniu świty. Orszak wkraczał do wsi przy wystrzałach z pistoletu i trzaskaniu batów, podchodząc do gospodarskich zagród. Zadaniem gospodarza było rozpoznanie, czy przystrojony osobliwie wół jest jego własnością. Jeśli szybko nie odgadł, na jego koszt ucztowano w karczmie przez całą noc. Zwyczajowi temu towarzyszyła ogólna wesołość i zabawa, która mogła się przeciągnąć nawet na trzy dni. Nadmienić też warto, iż ten z pasterzy, który przybył na pastwisko jako ostatni, pilnował stada do końca dnia, a przybywając wieczorem do karczmy, był "napiętnowany" koroną z wiechcia słomy. W czasach późniejszych, gdy zwyczaj uległ dużemu uproszczeniu, pasterz taki miał z tyłu przyczepioną miotłę, z którą musiał chodzić przez cały dzień i przynajmniej raz zatańczyć w karczmie.

 

Zwyczaje zielonoświątkowe bogate ongiś w akcenty pasterskie, już dziś zapomniane, zachowują jednak swój rolniczy charakter. Są przecież świętem rozkwitłej przyrody w fazie intensywnego wzrostu. Dziś jeszcze rolnicy po powrocie z kościoła zwyczajowo obchodzą pola, przyglądając się rozkwitającym roślinom, a kobiety dekorują wnętrza mieszkalne zielonym tatarakiem i gałązkami brzozy. W świadomości ludowej młode zielone pędy tataraku miały przypieczętować bujność życia i odwrócić zło...

 

___________________________________________________________________________________________________

1. Krystyna Pawłowska „ Zwyczaje i obrzędy doroczne na Kujawach”  Dobrzyńsko-Kujawskie Towarzystwo Kulturalne we Włocławku, Włocławek 2003

2. „Kultura ludowa Wielkopolski” pod red. J. Burszty, Wydawnictwo Poznańskie, t. III, Poznań 1967

 

Boże Ciało

 

Przypadające po Zielonych Świątkach Boże Ciało, będące świętem Eucharystii wykształciło w ludowej tradycji własne zwyczaje, odwołujące się głównie do symboliki roślin.

Uroczystości obchodzone dziś na wsi kujawskiej w Boże Ciało ustanowione zostały jako obchody kościelne dopiero w 1264 roku. Przypadają one w najpiękniejszej porze roku i dają świetną okazję do urządzania kościelnych ceremonii pełnych przepychu barw i śpiewu. Była to sposobność do przyciągnięcia i zjednania sobie tych ludzi; którzy wbrew zakazom stale zaabsorbowani byli starymi uroczystościami pogańskimi związanymi z letnim przesileniem dnia z nocą. Pierwsze wzmianki o uroczystych procesjach w Polsce mamy już w 1347 roku. Z czasem przyjęły się one zarówno w małych wioskach, jak i dużych miastach, skutecznie wypierając stare zwyczaje pogańskie. Mimo to i z tym świętem kościelnym wiąże się do dziś garść dawnych zwyczajów.

Strojone wówczas pod "gołym" niebem ołtarze zdobione były, i są nadal, kwieciem oraz zielonymi gałęziami brzozy, lipy, wierzby, topoli i olchy, które po poświęceniu przez kapłana nabierały w przekonaniu ludu cudownych ochronnych właściwości. Dlatego starym zwyczajem do dziś przynosi się je do domów i umieszcza w wazonach. Dawniej zatykano te gałązki za święte obrazy i w strzechy budynków. Na Kujawach poświęcone gałązki z ołtarzy Bożego Ciała powszechnie wtykano w pola obsadzone kapustą w przekonaniu, że ochroni je to przed robactwem.

Powszechnym zwyczajem było też wicie przez dziewczęta wianków z ziół. Wianki te poświęcone w kościele w oktawę Bożego Ciała, nabierały specyficznych mocy uzdrawiających i odstraszających wszelkie zło. Wianek wielkości dłoni składał się z 7 lub 9 krążków uwitych z różnych ziół, przewiązanych razem wstążeczką. Na Kujawach podstawowymi składnikami wianków była macierzanka i rozchodnik, którym przypisywano moc rozbijania gradowych chmur i oddalania piorunów. Dlatego okadzano wiankami domostwa, a szczególnie podczas burzy robiono z nich kadzidła i wystawiano je w oknie wraz ze świętym wizerunkiem i gromnicą (tak było w domu kujawskiego poety ludowego Franciszka Becińskiego). Inne rośliny ważne i używane do dziś w wiankach to: mięta, rumianek, lubczyk, zwany "lubieszczykiem", melisa, koniczyna, piołun, targownik, krwawnik, "krzyżowe ziele", lipa, "maruna", kopytnik oraz piwonia, która jako kwiat (obok dzikich goździków i róż) była dodatkową ich ozdobą. Szczególne znaczenie miały one w praktykach gospodarczych, a więc wianki kładło się pod nowy dom, zawieszało się w stodole przed zwiezieniem pierwszej partii snopów, kruszone ziele z wianka dodawało się do siewnego ziarna, wianek kładło się wśród lnu, kapusty, konopii, aby nie lęgły się robaki. Przykłady można by mnożyć. Podobne znaczenie przypisuje się zielonym gałązkom zerwanym z drzewek stojących przy ołtarzach w czasie procesji Bożego Ciała i w jego oktawę. Wierzono też, że wianki mają moc leczniczą, skutecznie bronią od pioruna, kładziono je pod poduszkę umarłemu oraz kadziło się chore osoby i zwierzęta. Wieszano je też na ścianie przy świętym obrazie, a stare, rozkruszone służyły celom magicznym, np. do okadzania bydła, a w medycynie ludowej używano ich do wzmacniania leczniczych naparów.

___________________________________________________________________________________________________

1. Krystyna Pawłowska „ Zwyczaje i obrzędy doroczne na Kujawach”  Dobrzyńsko-Kujawskie Towarzystwo Kulturalne we Włocławku, Włocławek 2003

2. „Kultura ludowa Wielkopolski” pod red. J. Burszty, Wydawnictwo Poznańskie, t. III, Poznań 1967

 

M. E. Andriolli - „Zielone Świątki”

Powrót do góry

Projekt i realizacja: Liliana Molenda 2008

Pole tekstowe:

Przepisy   |    Czepiec    |    Czy wiecie    |    Gwara    |    Przesądy   |    Zwyczaje