Pole tekstowe:

Aktualności -> Za kulisami rodzinnej genealogii -> To ciekawe...

Pole tekstowe: ... bo wszyscy Rychwiccy, to jedna rodzina

 

ZE SPOSTRZEŻEŃ POCZĄTKUJĄCEGO PROBOSZCZA

 

My, proboszczowie, jesteśmy urzędnikami stanu cywilnego, czy też prowadzącymi akta stanu cywilnego (może ta druga nazwa stosowniejsza). Z tego tytułu wyraźne i różne zobowiązania na nas spadają: 1o) by akta były pisane: a) wiernie i dokładnie co do imion, nazwisk, dat i miejscowości; b) wyraźnie i czytelnie; 2o) poprawną polszczyzną. My sami nie piszemy akt; czynią to w Warszawie sekretarze, w miasteczkach i wsiach organiści; podpisuje proboszcz i on całkowitą odpowiedzialność bierze na siebie.

Niestety akta w naszych kancelarjach parafjalnych wiejskich wiele pozostawiają do życzenia. Uwagi obecne piszę na podstawie spostrzeżeń w kilku wiejskich parafjach. Błędy w aktach podzieliłbym na dwie grupy:

A. Spotykałem akta, w których było wiele niedokładności w imionach, nazwiskach, datach, miejscowościach: np.

1o jedna i ta sama matka w akcie wcześniejszym i późniejszym o kilka lat ma różne nazwiska panieńskie; lub dzieci jednego ojca i jednej matki mają różne nazwiska. Dlaczego? Jest to i pozostanie tajemnicą nawet dla samego piszącego takie akta.

2o Spotykałem akta, gdzie unikat z duplikatem nie zgadzał się: np. różni świadkowie, to chrzestni, to wiek nowożeńców inny w unikacie, inny w duplikacie;

3o bardzo często spotykałem akta, w których nazwisko akuszerki zostało nadane dziecku niezamężnej osoby;

4o akta nieczytelnie pisane tak, że zupełnie nie można wiedzieć, jakie nazwisko lub miejscowość wpisano;

5o akta, w których są przekreślenia, wycierania, skrobania robione.

 

Winni są: 1o czasami parafjanie; bywa to wtedy, kiedy przychodzą do sporządzenia aktu podchmieleni i skutkiem tego nieścisłe, często fałszywe dane do aktu podają; 2o sekretarz parafjalny wioskowy – często spotykałem w raptularzu co innego, i w akcie co innego; 3o winien i ks. proboszcz, bo akta z błędami podpisuje nie sprawdzając. Ujawniają się błędy i niedokładności najczęściej po kilku latach od sporządzenia aktu i wtedy dopiero proboszcz i parafjanie mają kłopoty nie lada; kłopoty i koszta, bo sądownie akta muszą poprawiać; kłopoty i przykrości ma proboszcz, bo parafjanie często z całą ordynarnością wypowiadają swoje pretensje.

B. Inna grupa niedomagań aktów – to błędy językowe: ortograficzne i składniowe. Nie ulega wątpliwości, że akta powinny być pisane w dobrej, poprawnej polszczyźnie. Niestety, i pod tym względem dużo jest niedomagań. Czytasz czasami akt stanu cywilnego wioskowy i nie wiesz czemu dziwić się: czy analfabetyzmowi tego, kto pisał, czy proboszczowi, który takiemu analfabecie powierza pisanie aktu, i nie czytając podpisuje, czy też niewrażliwości proboszcza na błędy językowe. Aby nie być gołosłownym, przytoczę niektóre błędy: 1o przenoszenie wyrazów np. Kar-ol, odmiana np. Józwa (!?); pisownia np. Gura i t. p.; 2o protokuły rewizyjne; konia z rzędem temu, kto treść niejednego protokułu pojmie i sens uchwyci. Po wyjściu zaborców zaczęto pisać akta po polsku; ktoś przetłumaczył protokuły na język polski dosłownie z rosyjskiego: coś zmienił, coś dodał, ujął, i siłą bezwładności piszą się przy końcu roku corocznie protokuły często bez najmniejszego sensu.

W naszej mocy jest tak prowadzić akta stanu cywilnego, aby w nich błędów nie było: 1o mieć organistę nie analfabetę; a jeśli już losy takiego nam dały, to zmusić go, aby nauczył się choć minium tego, co potrzebne do pisania aktów poprawną polszczyzną; a to tak niewiele, bo ograniczona jest ilość wyrazów używanych w aktach; 2o pouczać parafjan i przestrzegać, aby do sporządzania aktu, szczególniej chrztu i małżeństwa przychodzili zawsze trzeźwymi; 3o obowiązkowo powinniśmy przed podpisaniem aktu czytać go, sprawdzać z raptularzem, i unikat z duplikatem; na wsi nie trudno to zrobić, bo aktów jest mało; w Warszawie trudniej, ale i tam należałoby też to robić, moim zdaniem, mogliby to ks.ks. wikarjusze czynić. Mówili mi niektórzy księża, że mają tak wielkie zaufanie do swoich organistów, że nie potrzeba ich kontrolować, bo piszą dobrze. Czy nie za wielkie zaufanie? Przynoszono mi pełne wypisy z aktów, czynione przez samych proboszczów, gdzie były też błędy bardzo poważne. Kwestja zaufania co innego, omylności ludzkiej, niezawinionej nawet, co innego.

To są niektóre spostrzeżenia moje podczas kilku miesięcy pasterzowania na wsi, poczynione nad aktami stanu cywilnego.

Młody proboszcz

 

Źródło: „Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie” rok XIX (1929r.) nr 10 s. 352-353

Powrót do góry

Projekt i realizacja: Liliana Molenda 2008

Pole tekstowe:

W archiwach   |    Z Francji    |    Markowice’09    |    Z Niemiec    |    To ciekawe   |    Siemionki’10

Pole tekstowe:

Wydarzenia   |    Za kulisami    |    Poszukiwania    |    Współpraca    |    Podziękowania