Pole tekstowe:

Historia i nie tylko -> Dlaczego Rychwiccy opuścili Korzecznik -  2

Pole tekstowe:

 

Dla przedstawionej poniżej hipotezy ważne jest kilka znanych nam faktów: wczesny, nagły zgon Franciszka Rychwickiego w wieku 26-29 lat w Ostrówku koło jeziora Gopło na Kujawach zachodnich oraz fakt „przeprowadzki” Walentego Rychwickiego z zaboru rosyjskiego na tereny zaboru pruskiego.

 

Jednym z powodów opuszczenia Korzecznika przez Franciszka, a być może i jego syna Walentego, mogła być chęć uniknięcia branki. Przyjrzyjmy się więc, jak przebiegał pobór do wojska w zaborze rosyjskim i z jakiego powodu tak bardzo się go obawiano.

Armia carska była reformowana dwukrotnie: raz po doświadczeniach wojny krymskiej, tj. w latach 60-tych i 70-tych XIX w., drugi raz w związku z wojną rosyjsko-japońską, tj. w latach 1905-1912.

Zajmijmy się okresem najbardziej nas interesującym, a więc sprzed powyższych reform (lata 50-te XIX w.).

 

Obowiązywał wtedy tzw. pobór rekrucki.

Podstawowa różnica polegała na tym, że dawcami rekrutów były tylko określone niższe (tzw. opodatkowane) warstwy społeczne, czyli obowiązek służby wojskowej nie był powszechny jak po 1874 r.

Druga różnica - rekruta wystawiały tzw. wspólnoty (wiejska czy miejska), a w przypadku chłopów pańszczyźnianych po prostu ich właściciel.

Do 1724 r. należną ilość rekrutów państwo liczyło od określonej liczby zagród (np. 1 rekrut z 20 zagród). Po tej dacie podstawą obliczania tej ilości było 1000 dusz. Początkowo pobór do armii odbywał się w miarę potrzeb, od 1831 r. odbywał się on praktycznie corocznie.

 

Pobór zwykły - jeśli Rosja nie toczyła wojny czy nie miała z innych powodów zwiększonego zapotrzebowania na żołnierzy - wynosił 5 -7 rekrutów z 1000 osób. Pobór zwiększony 7 - 10 rekrutów, a nadzwyczajny - powyżej 10. W czasie wojny krymskiej 1853-1856 pobór dochodził nawet do 50-70 rekrutów z 1000 dusz. W latach 1856 - 1862 nie przeprowadzono żadnych poborów, a w latach 1863 - 1874 był on na poziomie 4 - 6 mężczyzn na 1000 dusz.

 

Kolejna różnica dotyczyła wieku poborowego.

do 1831 r. od 17 do 30 lat;

do 1855 r. od 20 do 35 lat;

do 1874 r. do 30 lat.

Okres służby w wojsku w czasach powinności rekruckiej wynosił:

początkowo dożywotnio;

od 1793 r. - 25 lat;

od 1834 r. - 20 lat + 5 lat na tzw. bezterminowym urlopie (ros. бессрочный отпуск),

od 1855 do 1872 stopniowe zmniejszane -> 12+3 lata "bezterminowego urlopu”, potem 10+5, aż wreszcie 7+8.

Wyznaczanie rekrutów przez wspólnoty było też niezłym polem do nadużyć, bo taka wspólnota miała świetną okazję pozbyć się "czarnych owiec" ze swoich szeregów. Albo, jeśli decyzję podejmowała jedna osoba, to na listę trafiali mężczyźni, którzy zaszli jej jakoś za skórę. Nie wszędzie pewnie tak było, były też praktykowane bardzo skomplikowane systemy obliczania siły roboczej każdej rodziny, na bazie których podejmowano decyzje personalne.

Tak więc służba w wojsku carskim w owym czasie była raczej, delikatnie mówiąc, nie największym szczęściem, jakie młodego człowieka i jego rodzinę mogło spotkać. Zdarzały się nierzadko próby ucieczki z transportów rekrutów do miejsc ich służby. Jeśli takiego zbiega złapano, trafiał na Syberię albo, jeśli trwała wojna, wysyłano go w sam środek tego piekła.

Wróćmy teraz do naszej hipotezy i Franciszka Rychwickiego. W roku 1853 miał 26 lat, a więc był w wieku poborowym. Na terenie Królestwa Polskiego miał miejsce wtedy szczególnie duży pobór rekruta na wojnę krymską. Nie udało nam się odnaleźć jego aktu zgonu, mimo systematycznego przeszukiwania nie tylko parafii Modzerowo, ale i okolicznych parafii (Brdowo, Błenna, Bierzwienna, Izbica Kujawska). W tym okresie chłopi, ze względu na pańszczyznę, nie mieli możliwości swobodnego przemieszczania się. Zniesiono ją na terenach zaboru rosyjskiego dopiero po powstaniu styczniowym (1864 r.).

Franciszek był jeszcze przy narodzinach swojego syna, Szymona, 12 października 1853 roku:

„(…) stawił się Franciszek Rychwicki lat dwadzieścia cztery liczący (…) i okazał nam dziecię płci męzkiej urodzone w Korzeczniku (…). Dziecięciu temu na chrzcie świętym dziś odbytym nadane zostało imię Szyman (…).”

Lecz nie żył już w chwili jego śmierci, 09 marca 1856 roku, o czym wyraźnie mówi akt zgonu Szymona:

„(…) oświadczyli że w dniu wczorajszym o godzinie osmej rano umarł w Korzeczniku Szyman lat trzy mający syn Franciszka Rychwickiego już zmarłego i ponim wdowy Antoniny Rychwickiej (…)”

Tak więc datę śmierci Franciszka Rychwickiego możemy szacować na 1853-1856 rok. Jeżeli przyjąć, że pobór do wojska odbywał się na jesieni, po pracach polowych, mógł on być powołany do wojska już w 1853 roku.

Z niedawno odnalezionego aktu ślubu Walentego Rychwickiego i Katarzyny Wilińskiej dowiedzieliśmy się nieoczekiwanie, że Walenty był to „(…) syn zmarłego w Ostrówku, powiat Inowrocław, komornika Franciszka Rychwickiego (…).”

Być może Franciszek uciekł przed wojskiem na teren zaboru pruskiego, do Ostrówka, gdzie umarł (zginął?). Ucieczki za granicę przed poborem do wojska były częste w tamtych czasach. Można by tu dalej snuć daleko idące przypuszczenia: czy został śmiertelnie ranny przy nielegalnym przekraczaniu granicy? Ostrówek leżał tuż przy ówczesnej granicy miedzy zaborami, już po stronie Prus. Być może po prostu udał się tam do pracy sezonowej, w Prusach zarobki były przecież dużo lepsze. Fakt, że działo się to przed uwłaszczeniem na ziemiach zaboru rosyjskiego, kiedy chłopi nie mogli się swobodnie przemieszczać bez zgody pana, może mieć tu duże znaczenie. W każdym przypadku przekroczenie granicy przez Franciszka było zapewne nielegalne.

Granica prusko-rosyjska biegła, przecinając Wisłę koło wsi Słońsk i przesuwając się od północy ku południowemu zachodowi, rzeczką Tążyną, zostawiając po lewej, tzn. od strony Królestwa, miasteczko Służewo ze stacją poczty konnej i komorą celną. Następnie, idąc zakosami przez pola raz na zachód, raz na południe, mijała z lewej Zakrzewo, za Kobielicami przecinała błota Bachorzy, przechodziła w bliskości Radziejowa, Chełmce zostawiając po prawej, pruskiej stronie. Koło Piotrkowa Kujawskiego skręcała ku zachodowi i w rejonie Mietlicy przecinała południowe ramię Gopła, mającego wówczas wyżej lustro wody, a więc i zajmującego wiele obszarów dzisiaj odsłoniętych i uprawnych, aby dalej posuwać się ku południowemu zachodowi. Granica ta w wielu miejscach była łatwa do przekroczenia.

Próbowaliśmy odszukać akt zgonu Franciszka w księgach parafii Ostrowo n/Gopłem, właściwej dla Ostrówka (AP Inowrocław). Niestety, nie odnaleźliśmy jego imiennego aktu. Natomiast trafiliśmy na interesującą rzecz. Wśród spisu wielu imion i nazwisk, jeden wpis (nr 54/1854) był bezimienny. 5 listopada 1854 w Jerzycach (!) zmarł „vagas mutus ignoti nominus et cognominus” (z łac. „podróżny/włóczęga nieznany z imienia i nazwiska”), lat 20. Pamiętajmy, że chłopi w tym okresie nie mieli dowodów tożsamości, a wiek oceniano często „na wygląd” - Franciszek miałby wtedy w rzeczywistości 27 lat. Zmarł „z powodu nieznanej choroby”. Pochowany 9 listopada 1854 na cmentarzu parafii Ostrowo n/Gopłem. Czy był to nasz Franciszek? Obawiam się, że nigdy już się tego nie dowiemy… Jerzyce leżały w Prusach, tuż przy granicy prusko-rosyjskiej. Położenie wsi byłoby korzystniejsze z naszego punktu widzenia, bo Franciszek miałby o wiele bliżej z Korzecznika do Jerzyc, niż do Ostrówka...

Carat po przegranej wojnie krymskiej przystąpił do reorganizacji armii, w związku z czym wstrzymano pobór rekruta na trzy lata w całym Imperium Rosyjskim. Następnie ze względu na wrzenie rewolucyjne i powstanie styczniowe odroczono pobór z Królestwa Polskiego do 1865 roku. W tym czasie wcielano jedynie do wojska uczestników powstania styczniowego, którzy dostali się do niewoli rosyjskiej. Byli oni kierowani do jednostek karnych.

Nieszczęście, które spotkało Franciszka, wryło się w pamięć rodziny tak dalece, że jego syn, Walenty postanowił na zawsze opuścić rodzinny Korzecznik oraz teren zaboru rosyjskiego. Pewnie stało się to w okresie, gdy Walenty zbliżał się do wieku poborowego (tj. ok. 1870 r.). Tym łatwiej mu to przyszło, że jego matka, Antonina, niedawno zmarła w Korzeczniku i Walenty został zupełnie sam.

Uciekł na teren pruski, gdzie służba w wojsku nie była tak restrykcyjna i długotrwała (tylko dwuletnia). Zamieszkał w Małym Sławsku koło Strzelna (dziś: Sławsko Dolne).

Nie zapominajmy, że nasze rozważania są tylko hipotezami, które prawdopodobnie nigdy nie zostaną udowodnione ostatecznie.

Być może Walenty Rychwicki wykorzystał po prostu możliwość swobodnego przemieszczania się po zniesieniu pańszczyzny, przenosząc się na ziemie zaboru pruskiego w poszukiwaniu pracy oraz lepszego życia - śladem ojca oraz pewnie wielu ludzi z Korzecznika i okolic. Zapewne fakt krótszej służby wojskowej nie był tu bez znaczenia.

Wiele tu znaków zapytania, dużo tych „być może”.

Lecz dzięki temu nasi przodkowie wciąż mają miejsce w naszej pamięci i pozostaną (miejmy nadzieję) w pamięci tych, co przyjdą po nas…

 

 

Opracowała: Liliana Molenda

 

 

 

 

 

 

Pole tekstowe: Pole tekstowe: ... bo wszyscy Rychwiccy, to jedna rodzina
Powrót do góry

Projekt i realizacja: Liliana Molenda 2008

Hipoteza 1    |    Hipoteza 2